Przejdź do głównej zawartości

Posty

Recenzja: „Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony" Andrzej Krawczyk – o mieście, które noszę w sobie

Najnowsze posty

Recenzja: „Reminders of Him" Colleen Hoover – książka, która najpierw łamie serce, a potem je skleja

Mam z Colleen Hoover relację love-hate. Czasem jej historie wydają mi się zbyt schematyczne, ale potem pojawia się taka książka jak „Reminders of Him" i przypomina mi, dlaczego ta autorka wciąż trzęsie emocjami czytelników na całym świecie. Ta książka, choć przeczytana kilka lat temu, została ze mną na długo. I chociaż nie była idealna, uderzyła w tak czułe struny, że płakałam przy niej kilka razy. Kenna Rowan wraca. Po latach spędzonych w więzieniu wchodzi z powrotem do świata, który zdążył ją skreślić, pogrzebać i zapomnieć. Wraca do miasta, w którym straciła wszystko — wolność, godność, miłość. Ale przede wszystkim wraca po córkę, której nigdy nie poznała. I właśnie tutaj Hoover robi coś, czego nie spodziewałam się po niej w takim stopniu — surowo, bezkompromisowo portretuje kobietę, którą społeczeństwo zredukowało do jednego błędu. Kenna nie jest idealna. Nie jest nawet szczególnie sympatyczna na pierwszy rzut oka. Jest zdesperowana, pogubiona i ledwo znosi ciężar własnej winy...

„Deep End" Ali Hazelwood – od łóżka do miłości, czyli slow burn odwrócony do góry nogami

Jeśli myśleliście, że o Ali Hazelwood wiecie już wszystko, to „Deep End" jest jak skok na główkę do lodowatej wody — otrzeźwiający, intensywny i satysfakcjonujący. Zapomnijcie o hokeistach czy futbolistach. Ali zabiera nas na basen Stanfordu i stawia na sporty, na których rzadko opiera się fabuła: on jest pływakiem, ona skoczkinią do wody. I to jest genialne, bo od pierwszych stron czujesz, że ta historia będzie inna niż wszystko, co Hazelwood pisała wcześniej. Scarlett i Lukas to nie są zagubione dzieciaki, które potykają się o własne uczucia i nie potrafią się komunikować. To dojrzali, świadomi siebie ludzie, którzy wiedzą, czego chcą — od życia, od sportu i od siebie nawzajem. Ich relacja zaczyna się od łóżka, czysto fizycznie, bez zobowiązań i wielkich deklaracji. I normalnie to byłby przepis na katastrofę albo na płytki romans, który zapominasz po tygodniu. Ale Hazelwood robi z tym coś wyjątkowego — powoli, rozdział po rozdziale, przemyca emocje tam, gdzie miała być tylko che...

Recenzja: „Gideon z Dziewiątego" Tamsyn Muir – śmierć nigdy nie była tak zabawna (i tak bolesna)

Tamsyn Muir nie bawi się w uprzejmości i nie rozkłada przed czytelnikiem czerwonego dywanu. Zamiast tego wyważa drzwi z kopa, wrzuca Cię w sam środek nekromantycznego chaosu i patrzy z rozbawieniem, jak próbujesz nie utonąć w morzu kości i sarkazmu. I to jest właśnie pierwszy test, jaki ta książka stawia przed czytelnikiem. Wylądowałam w samym centrum rzeczywistości, która nie miała najmniejszego zamiaru mi się tłumaczyć. Żadnych łagodnych wprowadzeń, żadnego słowniczka pojęć na start, żadnej wyciągniętej dłoni od autorki. Świat Muir po prostu jest — brutalny, skomplikowany, pełen nazw Domów, terminologii i rytuałów, które początkowo przyprawiały o zawrót głowy. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Bo to jedno z tych doświadczeń czytelniczych, kiedy czujesz, że autor nie próbuje Cię na siłę przekonać do swojej wizji — ona funkcjonuje niezależnie od Ciebie, a Ty masz się w niej po prostu odnaleźć. Albo zginąć próbując. W centrum tego nekromantycznego szaleństwa stoi Gideon Nav. Bezczel...

Recenzja: „Krew Pogromców" Edyta M. Matejko – gdy Wrocław staje się areną wampirów

Przyznam szczerze — moja relacja z debiutem Edyty M. Matejko zaczęła się od sporego wyzwania. Przez pierwsze 30 stron miałam wrażenie, że czytam w kółko to samo. Świat był gęsty, pełen nowych zasad i terminologii, a ja nie potrafiłam się w nim odnaleźć. Było blisko, żebym odpuściła. Ale nie odpuściłam. I Boże, jak się cieszę, że tego nie zrobiłam. Bo od mniej więcej jednej trzeciej książki coś się przełamuje. Akcja zaczyna płynąć, świat przestaje być labiryntem bez mapy i nagle okazuje się, że ta historia ma w sobie coś, co nie pozwala odłożyć czytnika. Skończyło się na tym, że połknęłam całość w jedno popołudnie. I to mówi chyba więcej niż jakakolwiek recenzja. Wrocław w tej historii nie jest tylko tłem — stał się pełnoprawnym bohaterem. Matejko zabiera znane ulice i miejsca i przemalowuje je na mroczną arenę wampirycznego urban fantasy, w którym pod pozorem normalności toczy się nieustanna walka o władzę i przetrwanie. Jest w tym coś niezwykle satysfakcjonującego, gdy rozpoznajesz mi...

Recenzja: „Przywództwo. Oficjalna instrukcja Armii Amerykańskiej" – kiedy wojsko uczy empatii

Myślisz „Armia USA" i co widzisz? Krzyczącego sierżanta z filmów, musztrowanie i bezwzględne posłuszeństwo? Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości — chciałam zobaczyć, jak wygląda świat, w którym rozkaz to nie prośba, a hierarchia to nie propozycja. Dostałam kubeł zimnej wody na każdy stereotyp, jaki nosiłam w głowie. Bo ta książka nie jest podręcznikiem o strzelaniu. To instrukcja obsługi drugiego człowieka. I to instrukcja napisana przez ludzi, którzy testowali swoje metody w sytuacjach, gdzie stawką nie był kwartalny raport, ale ludzkie życie. Zaskoczyło mnie, jak ogromny nacisk wojsko kładzie na empatię, charakter i budowanie relacji — rzeczy, które w korporacyjnym świecie często traktuje się jak miękkie dodatki, a tu stanowią fundament całego systemu. Najważniejsza lekcja, którą wyniosłam? W sytuacjach skrajnego stresu ludzie nie idą za tym, kto głośniej krzyczy. Idą za tym, komu ufają. To zdanie zostało ze mną na długo po odłożeniu książki, bo uświadomiłam sobie, jak b...

Recenzja: „Krwawe dziedzictwo" Kristen Ciccarelli – kiedy maski spadają, zostaje tylko ogień

Maska, którą nosiłaś tak długo, została brutalnie zerwana. Człowiek, którego uważałaś za wroga, zna już twoją najmroczniejszą tajemnicę, a ty musisz zdecydować: uciekać czy spłonąć w ogniu, który sama wznieciłaś? W „Szkarłatnej Ćmie" Ciccarelli dała nam teatr — subtelny, niebezpieczny taniec na krawędzi, gdzie każdy gest miał drugie dno, a miłość i zdrada chodziły w parze. Kontynuacja nie ma w sobie nic z tamtej subtelności. „Krwawe dziedzictwo" to moment, w którym kurtyna zostaje podarta na strzępy, światła gasną, a na scenie zostają tylko dwie poranione dusze i prawda, przed którą nie da się uciec. Rune Winters nie jest już tą samą dziewczyną. Etykieta pustej arystokratki, która przez cały pierwszy tom była jej tarczą i bronią jednocześnie, przestała ją chronić. Gideon widział jej prawdziwą twarz. Wie, czym jest. Wie, co potrafi. I ten fakt zmienia absolutnie wszystko — nie tylko ich relację, ale samą Rune od środka. Bohaterka, którą poznajemy w tym tomie, jest jeszcze bard...

Recenzja: „Ja, Anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk – kiedy w niebie robi się goręcej niż w piekle

Czy grzeczne anielice mają równie ciekawe życie co diablice? Wiktoria Biankowska wraca, a jeśli myśleliście, że pierwszy tom był szaloną jazdą — przygotujcie się, bo Miszczuk dopiero się rozkręcała. Druga część serii to prawdziwy rollercoaster. Akcja jest tu zdecydowanie bardziej wartka i skondensowana niż w „Ja, diablica" — autorka nie traci czasu na ponowne wprowadzanie nas w świat, tylko od pierwszych stron rzuca bohaterów w sam środek niebezpiecznej intrygi, która łamie odwieczne pakty między Niebem a Piekłem. Stawka rośnie, tempo śledztwa nie pozwala złapać oddechu, a przez książkę dosłownie się płynie. I tu pojawia się coś, czego się nie spodziewałam — Niebo. Jeśli piekło w pierwszym tomie było fascynującą, pokręconą korporacją, to Niebo u Miszczuk okazuje się jego lustrzanym odbiciem, tyle że w białych szatach. Pod sterylną czystością i anielską doskonałością kryją się prawdziwe, skomplikowane charaktery — istoty, które mają swoje sekrety, ambicje i słabości. A wizja aniels...

Recenzja: „Ja, Diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk – kiedy piekło okazuje się lepsze niż niebo

Czy śmierć może być najzabawniejszą rzeczą, jaka Cię spotkała? Wiktoria Biankowska miała pecha — zginęła młodo i to w dość głupi sposób. Ale zamiast nudnej chmury w niebie, dostała bilet do piekła, status diablicy i Beletha. A uwierzcie mi, ten diabeł to definicja kłopotów, w które każda z nas chciałaby się wpakować. Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła świat, w którym piekło to nie ogień i wieczne potępienie — to miejsce z własną hierarchią, zasadami i absurdalnym biurokratycznym porządkiem, który momentami przypomina najbardziej pokręconą korporację, jaką można sobie wyobrazić. I to jest genialne, bo pod warstwą humoru i fantastyki kryje się zaskakująco trafny komentarz o systemach władzy i miejscu jednostki w machinie, która ją przerasta. Wiktoria jako bohaterka to absolutny strzał w dziesiątkę. Jest uparta, ma niewyparzony język i nawet przed samym Lucyferem nie zamierza padać na kolana. W świecie pełnym potężnych istot, które mogłyby ją zmiażdżyć jednym spojrzeniem, ona idzie do ...

Recenzja: „God of Pain” Rina Kent – kiedy cisza krzyczy najgłośniej

Sięgając po książki Riny Kent, zazwyczaj spodziewamy się toksycznego chaosu i moralnej szarości, która brudzi ręce. God of Pain to jednak zaskoczenie. To historia, która z pozoru wpisuje się w dobrze znany schemat grumpy & sunshine, ale pod tą cukierkową powłoką kryje się coś znacznie bardziej bolesnego. To opowieść o tym, że najgłębsze rany to te, których nie widać na pierwszy rzut oka. Creighton King to definicja mroku. Jest zamknięty w sobie, niebezpiecznie cichy i nosi w sobie gniew, który znajduje ujście tylko w przemocy. Jego milczenie nie jest puste – to cisza, która krzyczy głośniej niż słowa. Naprzeciw niego staje Annika Volkov – dziewczyna, która jest jak żywioł. Rozgadana, zakochana w fiolecie, promienna. Ale to tylko fasada. Jej uśmiech to tarcza, za którą chowa demony przeszłości. Na pierwszy rzut oka są jak ogień i woda. Ona jest chaosem, on pragnie spokoju. A jednak to właśnie Annika jako jedyna potrafi znaleźć wyłom w murze, którym Creigh odgrodził się od świata. J...