Przejdź do głównej zawartości

Najodważniejsza rzecz, jaką zrobiła. Lies of My Monster — Rina Kent

Rina Kent Lies of my monster recenzja

Uwaga: tekst zawiera kluczowe punkty zwrotne z fabuły drugiego tomu.

Pierwszy tom trylogii przyzwyczaił nas do Sashy, która potrafi przetrwać w każdych, nawet najbardziej nieludzkich warunkach.

Ucieczka po brutalnej śmierci najbliższych, całkowite wymazanie dotychczasowej tożsamości, wejście w głąb potwornego, mafijnego świata, który z założenia powinien ją przeżuć i wypluć. Sasha walczy, adaptuje się, zaciska zęby i zostaje. Przechodzi przez to piekło całkowicie samotnie – bo samotność to jedyny stan, jaki zna i jaki uważa za bezpieczny. Stała się kobietą, która nie potrzebuje nikogo i która wydaje się absolutnie niemożliwa do złamania.

I właśnie ta sama Sasha w Lies of My Monster decyduje się na czyn, jakiego przez całe swoje dotychczasowe życie nie zrobiła nigdy.

Ona prosi.

Nie robi tego o pomoc w walce, nie o ratunek z opresji, nie o żadną inną rzecz, którą można zmierzyć czy wycenić. Prosi o to, by to ona została wybrana. Te trzy proste słowa wymagają od niej odwagi innego rodzaju niż wszystko, co musiała przetrwać wcześniej. Bo Sasha, która potrafi przeżyć każde uderzenie losu, Sasha, która przez lata uczyła się, że jedyną instancją, na której może polegać, jest ona sama – ta Sasha staje przed potworem i mówi: Wybierz mnie.

Żeby w pełni pojąć ciężar tego momentu, trzeba zrozumieć architekturę wydarzeń, które go poprzedziły.

Kirill Morozov w poprzednim tomie stał się dla niej kimś, kogo się nie spodziewała. Zaakceptował jej kłamstwo, przytulił jej mroczną tajemnicę i stworzył wokół niej przestrzeń, w której po raz pierwszy od lat nie musiała udawać, kalkulować ani bezustannie trzymać gardy. I Sasha – ta samotna wilczyca – pozwoliła sobie na najniebezpieczniejszy krok w dark romance: pozwoliła sobie poczuć. Pozwoliła sobie na to, by zacząć drugiego człowieka potrzebować. Odpowiedziała na jego zaborcze żądanie obietnicy lojalności najczystszym wyznaniem miłości.

A potem nadeszła jedna konkretna noc. Sala balowa pełna ludzi. Światła i publiczne ogłoszenie zaręczyn Kirilla z Kristiną – córką potężnego Igora. Sojusz, który miał otworzyć mu ostateczną drogę na sam szczyt władzy. Czysta polityka. Zimna, twarda, bezwzględna kalkulacja rzeczywistości, w której Morozov rozdaje karty.

Sasha dowiedziała się o tym w ten sam sposób, co cała reszta zgromadzonego tłumu.

To okrucieństwo szczególnego, wyrafinowanego rodzaju. Nie było bezpośrednie, nie zaplanowano go z myślą o celowym zadawaniu bólu, ale przez to staje się jeszcze gorsze. Kirill nie skrzywdził jej dlatego, że pragnął jej cierpienia. Skrzywdził ją, ponieważ w tej jednej, decydującej sekundzie jego własna nienasycona ambicja okazała się ważniejsza niż wszystko, co tak mozolnie między nimi budował. I to jest lekcja, którą Sasha otrzymuje publicznie, bez ostrzeżenia: możesz być dla kogoś najbardziej intymnym i bezpiecznym schronieniem na świecie, a mimo to nadal nie stanowić dla niego wystarczającego powodu, by zrezygnować z korony.

A jednak Rina Kent nie idzie w tani schemat absolutnego porzucenia. Kirill odpowiada na prośbę Sashy. Wybiera ją. Daje jej to, o co walczyła, ale robi to na własnych, bezwzględnych i autorytarnych warunkach – zatrzymując całą prawdę o swoich planach wyłącznie dla siebie. Zamyka ją w bezpiecznym domku, odcinając od kontekstu i informacji, co w świecie pełnym napięcia staje się idealnym zapalnikiem do tragedii.

Kiedy dochodzi do brutalnego ataku na to schronienie, Sasha, pozostawiona w niewiedzy i poczuciu zdrady, podejmuje desperacką, potworną grę. Pozoruje własną śmierć.

To nie jest zwykła ucieczka. To jest świadomy akt emocjonalnego odwetu. Sasha chce, żeby Kirill poczuł dokładnie ten sam rozrywający ból, który on zaserwował jej. Chce uderzyć w jego lodową, nienaruszalną fasadę i zmusić go do cierpienia. W swojej wściekłości i zranieniu nie zdaje sobie jednak sprawy z jednego: że ten człowiek-maszyna, ten bezwzględny Kirill Morozov, naprawdę bezgranicznie uwierzy w jej stratę. I to niezachwiane przekonanie, że Sasha nie żyje, uderza w niego z siłą tsunami, niemal całkowicie go niszcząc.

Lies of My Monster to środkowy tom trylogii, a drugie części mają w literaturze zawsze najtrudniejsze zadanie do wykonania. Nie mogą przynieść gotowej puenty, bo ta należy wyłącznie do wielkiego finału. Ich rolą jest zadanie rany tak głębokiej i bolesnej, by ostatni tom miał w ogóle co naprawiać.

I ta książka boli potwornie. Boli przez duszące napięcie, które gęstnieje z rozdziału na rozdział, i przez to, jak bardzo niszczycielska okazuje się duma obojga bohaterów. Kirill milczał, by chronić swoją pozycję, a Sasha skłamała o własnej śmierci, by ukarać go za to milczenie.

Dla kogoś, kto całe życie uczył się walczyć w pojedynkę, prośba o wybranie była ostatecznym obnażeniem. Kiedy to obnażenie zostało skontrowane tajemnicą, Sasha zamieniła swoją bezsilność w najgroźniejszą broń. Zamykając ten tom, zostajemy z druzgocącą wizją człowieka, który wygrał całą polityczną wojnę, ale stracił jedyną rzecz, dla której warto było tę wojnę toczyć.

Zostajemy z pytaniem, czy z tak głębokiego popiołu i tak potężnego kłamstwa da się jeszcze kiedykolwiek odbudować zaufanie.


Rina Kent
Lies of My Monster
Monster Trilogy #2
Przełożyła: Anna Zborowska-Cinciała
Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, 2025

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Wyznanie Crossa" Sylvia Day

Autor: Sylvia Day Tytuł: "Wyznanie Crossa" Tytuł oryginału: "Entwined with You" Cykl: Crossfire Tom: 3 Wydawnictwo: Wielka Litera Data wydania: lipiec 2013 Liczba stron: 416

Recenzja: "Ostra gra" Olivia Cunning

Autor: Olivia Cunning Tytuł: "Ostra gra" Tytuł oryginału: "Rock Hard" Cykl: Sinners on Tour Tom: 2 Wydawnictwo: Amber Data wydania: luty 2013 Liczba stron: 368 Na tle innych tego typu książek, Olivia Cunning ze swoim rockowym pomysłem wypada dość interesująco. Dlatego po całkiem miłym doświadczeniu z "Za sceną", sięgnęłam po drugi tom serii o Sinnersach. Tym razem fabuła skupia się na postaci wokalisty zespołu, Seda Lionhearta. Korzystający z uroków życia mężczyzna, w głębi serca wciąż tęskni za swoją dawną miłością, Jessicą - piękną studentką prawa. Kiedy Sed i Jess nieoczekiwanie spotykają się w trakcie wieczoru kawalerskiego gitarzysty Sinnersów, Briana, uczucia między nimi wybuchają na nowo. Początkowa nienawiść przeplata się z namiętnością i szaleńczym pożądaniem.  Jednak ich spotkanie prowokuje poważną bójkę członków zespołu z ochroniarzami w pewnym klubie. Skutkiem są poważne problemy zdrowotne jednego z Sinne...

Recenzja: "Żelazny cierń" Caitlin Kittredge

Autor: Caitlin Kittredge Tytuł: "Żelazny cierń" Tytuł oryginału: "Iron Codex 1: The Iron Thorn" Cykl: Żelazny Kodeks Tom: 1 Wydawnictwo: Jaguar Data wydania: marzec 2012 Liczba stron: 456 Steampunk, antyutopia, science-fiction i niezwykła mitologia Lovecrafta - tym właśnie miał być "Żelazny cierń". Ale gdy po niego sięgnęłam, okazało się, że ta książka ma w sobie więcej. Znacznie więcej. Aoife Grayson ma piętnaście lat i mieszka w mieście Lovecraft, położonym w Stanach Zjednoczonych. W świecie rządzonym przez żelazo i rozsądek nie ma miejsca dla bajek, magii i marzeń, a każde podejrzane zachowanie traktowane jest jak herezja i surowo karane. Dziewczyna z niepokojem oczekuje swych szesnastych urodzin, gdyż właśnie wtedy w jej rodzinie ujawnia się obłęd, spowodowany nekrowirusem krążącym w jej żyłach. Aoife nie ma nikogo. Ojca nigdy nie poznała, matka zamknięta jest w zakładzie dla obłąkanych, a starszy brat uciekł i ślad ...