Są miejsca, które od początku mówią ci jedno: nie jesteś tu mile widziana. Nie muszą tego krzyczeć. Wystarczy odpowiedni ciężar kamiennych murów, odpowiednia temperatura powietrza, odpowiedni sposób, w jaki starsze nazwiska patrzą na nowe twarze. Sorrowsong University jest dokładnie takim miejscem. Szkockie Highlands, elitarna uczelnia, tradycja tak gruba, że dusi — i sekrety zakopane zbyt głęboko, żeby ktokolwiek miał ochotę po nie sięgać.
Ophelia Winters przyjeżdża tam po prawdę.
Nie po akceptację, nie po nowe życie, nie po to, żeby udowodnić, że pasuje do świata bogatszych i bardziej uprzywilejowanych. Ona wchodzi do tej zamkniętej przestrzeni po to, żeby rozgrzebać to, co inni bardzo chcieliby zostawić głęboko pod ziemią. I właśnie to czyni z Nightshade coś ostrzejszego niż kolejną dark academię z mgłą i starymi budynkami w tle. Ophelia niesie stratę, gniew i pytania, na które nikt nie zamierza jej odpowiedzieć. Sorrowsong jest piękne, ale zimne. Elitarne, ale duszne. A każdy, kto tu mieszka i studiuje, wie znacznie więcej, niż mówi.
Autumn Woods potrafi budować atmosferę i to największa siła tej powieści. Przez całą lekturę towarzyszyło mi przeczucie, że za każdym korytarzem coś się czai, że każde spojrzenie ma drugie dno. Ten klimat kupuje czytelnika nawet wtedy, kiedy sama fabuła nie daje sobie wystarczająco dużo czasu, by w pełni wybrzmieć.
Bo to mój główny zarzut — momentami Nightshade nie może się zdecydować, czym chce być najbardziej. Romansem? Thrillerem? Opowieścią o żałobie i zemście? Wszystkie te elementy tu są, ale autorka czasem przeskakuje między nimi za szybko, jakby miała na mapie fabuły odznaczone punkty: tu zwrot akcji, tu przełom, tu bohaterowie muszą zbliżyć się do siebie. Sam kierunek mi się podobał, ale brakowało mi momentów zatrzymania. Miejsca na to, by emocjonalny ciężar danej sceny zdążył się we mnie osadzić. A szkoda, bo kiedy ta książka zwalnia, potrafi uderzyć naprawdę celnie.
Zwłaszcza w relacji Ophelii i Alexa.
Alex Corbeau-Green łatwo mógłby zostać kolejnym papierowym mrocznym obiektem westchnień. Bogaty, niedostępny, stojący po stronie świata, któremu Ophelia nie powinna ufać. Autorka robi z nim jednak coś znacznie lepszego.
Alex nie jest tylko tajemniczy. On jest potwornie zmęczony.
I to zmęczenie robi całą różnicę. Nie zbudowano go wyłącznie na chłodzie i aroganckich spojrzeniach. Alex dźwiga więcej, niż powinien, próbuje trzymać w rękach rzeczy, które dawno zaczęły się rozsypywać, a jednocześnie walczy z czymś we własnej głowie. I bardzo doceniam, że w pewnym momencie książka nazywa to wprost: depresją. Nie mglistym, romantycznym skomplikowaniem. Nie estetycznym cierpieniem, które ma dodawać mu uroku. Depresją.
Dzięki temu Alex przestaje być schematem z sekretem. Staje się człowiekiem, który funkcjonuje na samej granicy — i który nie dostaje za to od autorki taryfy ulgowej. To pęknięcie połączone z odpowiedzialnością, jaką na siebie bierze, sprawiło, że ciągnęło mnie do niego mocniej, niż się spodziewałam.
Relacja między nim a Ophelią działa najlepiej wtedy, kiedy nie jest tylko czystym napięciem romantycznym, ale zderzeniem dwojga ludzi niosących własne straty. Ophelia szuka odpowiedzi. Alex jest częścią świata, który te odpowiedzi ukrywa. Między nimi od początku jest coś niewygodnego — i dobrze, bo ta niewygoda daje im właściwy ciężar. Czasem działo się to wszystko za szybko, miałam ochotę ich zatrzymać i pozwolić tej czy innej scenie dojść do końca. Ale ich dynamika i tak mnie wciągnęła. Może właśnie przez to pytanie, które pulsuje pod spodem: czy można zaufać komuś, kto stoi tak blisko źródła twojego bólu?
Nightshade podobało mi się najbardziej jako opowieść o cenie milczenia. O świecie, w którym przywilej ma swoje własne rytuały, a prawdę trzeba wydrapać paznokciami spod eleganckiej fasady. To nie jest książka idealna — bywa nierówna, momentami chce być wszystkim naraz i nie zawsze daje sobie czas, żeby w tym wszystkim odetchnąć. Ale ma klimat, który te potknięcia nadrabia. I ma Alexa, który jest czymś rzadkim w tym gatunku: człowiekiem na granicy, którego ból nie został zamieniony w ozdobę.
Ophelia nie prosiła grzecznie o wejście.
Przyszła sprawdzić, kto kłamał. I ta energia niesie całą książkę — nawet tam, gdzie fabuła gubi oddech.
Autumn Woods
Nightshade
Sorrowsong University #1
Przełożyła: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo Jaguar, 2025

Komentarze
Prześlij komentarz