Mam z Colleen Hoover relację love-hate. Czasem jej historie wydają mi się zbyt schematyczne, ale potem pojawia się taka książka jak „Reminders of Him" i przypomina mi, dlaczego ta autorka wciąż trzęsie emocjami czytelników na całym świecie. Ta książka, choć przeczytana kilka lat temu, została ze mną na długo. I chociaż nie była idealna, uderzyła w tak czułe struny, że płakałam przy niej kilka razy. Kenna Rowan wraca. Po latach spędzonych w więzieniu wchodzi z powrotem do świata, który zdążył ją skreślić, pogrzebać i zapomnieć. Wraca do miasta, w którym straciła wszystko — wolność, godność, miłość. Ale przede wszystkim wraca po córkę, której nigdy nie poznała. I właśnie tutaj Hoover robi coś, czego nie spodziewałam się po niej w takim stopniu — surowo, bezkompromisowo portretuje kobietę, którą społeczeństwo zredukowało do jednego błędu. Kenna nie jest idealna. Nie jest nawet szczególnie sympatyczna na pierwszy rzut oka. Jest zdesperowana, pogubiona i ledwo znosi ciężar własnej winy...
Nie znam i nie bywam na tych stronach, więc pozostaje mi jedynie twój blog :)
OdpowiedzUsuńCzekam na recenzje.
Pozdrawiam!
Blog jest w tym wszystkim najważniejszy :) Również pozdrawiam :)
UsuńO, za chwilę znajdę na Instagramie i zaobserwuję :) Również od niedawna założyłam tam konto i to naprawdę ciekawa sprawa :)
OdpowiedzUsuńJa mam konto od dawna, tyle że dopiero ostatnio zaczęłam z niego korzystać w ściśle instagramowy sposób :)
Usuń