Przejdź do głównej zawartości

Ranking czytników ebooków

Są wakacje. Słońce grzeje. Dobrze jest wyciągnąć się na piasku lub na zielonej trawie, najlepiej nad wodą. I poczytać. Ostatecznie może być też balkon, ale tu wzrasta ryzyko, że wpadnie do Ciebie mała dziewczynka, córeczka i zacznie uskuteczniać trenowanie metody zdartej płyty w postaci sentencji typu: "Tato. Kiedy pogramy w Minecrafta? Ale pamiętasz, że mieliśmy pograć w Minecrafta? itp". Ale wróćmy do słońca, wakacji, książek i... nie zostawiajmy dzieci. Bo jeszcze się przydadzą w tej historii. 

Od dłuższego czasu stwierdzam, że jeżeli książka jest czarno-biała (czyli defacto nie jest to jakiś album, komiks, bajka dla dzieci itp) to dużo wygodniejsze jest czytanie ebooka. Są nieco tańsze i łatwiej zabierać ze sobą cały księgozbiór(a jest to szczególnie ważne gdy jedziesz na wakacje i twoje torby podróżne pękają w szwach). Można go czytać na telefonie (jeżeli ma się taki z dużym ekranem) lub jeszcze lepiej na tablecie. Jednak jeżeli wystąpi jeden z następujących warunków - słoneczny dzień lub posiadanie dzieci - to wszystko się komplikuje. 

Słońce powoduje, że na ekranie zwyczajnie nic nie widać. I trzeba potężnie wysilać swój wzrok, żeby przyswoić kolejną porcję tekstu. Zazwyczaj przy słońcu jest też piasek i woda, które mogą negatywnie wpłynąć na nasze urządzenie za kilkaset lub nawet kilka tysięcy złotych. Pojawiają się rysy lub co gorsze zalanie. Szkoda.

Dzieci widząc elektronikę, na której można oglądać filmiki z youtube lub grać na gierkach dostają małpiego rozumu. Tracisz swój tablet i nici z czytania. 

Po krótkiej dyskusji padłą więc decyzja o wyposażeniu się w czytniki ebooków. Dzieci nie będą nimi zainteresowane bo nie będzie kolorowo, a i czytanie w pełnym słońcu nie będzie sprawiać kłopotów. Cholera tylko co wybrać.

Poprzyglądaliśmy się więc kilku. Z jednej strony popularnym Kindle'om, z drugiej strony Pocketbook'om.

Kindle 5

Z jednej strony popularne i modne. Zachęcają też ceną. Z drugiej strony są cholernie ograniczone. Obsługują mało formatów plików i strasznie przywiązują do jednej firmy, która jak na razie rynek polski ma w dalekim poważaniu. 6 cali wydaje się optymalnym rozmiarem dla dużej mobilności twojego księgozbioru ale czytanie pdf pewnie będzie do dupy. Obsługa za pomocą przycisków co wydaje się nienaturalne w czasach ekranów dotykowych, ale przy tej cenie nie ma co wymagać.

Kindle Paperwhite

Wciąż jesteśmy w obszarze pod nazwą: popularne i modne. Ma fajny jasny/biały ekran i do tego dotykowy. Ale wciąż pozostaje klasyczny problem Kindle'ów czyli ograniczona liczba obsługiwanych formatów. No i cena też nie jest już tak zachęcająca bo w praktyce podwaja stawkę wyznaczoną przez Kindle 5.

Na Kindle nie zdecydowaliśmy się głównie przez ograniczenia formatów. Nie ukrywajmy najpopularniejsze są teraz epuby, a tam ich nie poczytasz bez dodatkowych zabiegów.

Pocketbook Aqua

Ten czytnik zwrócił naszą uwagę na markę Pocketbook. Wszystko wyglądało zachęcająco. Rozmiar podobny do Kindle. Odporność na wodę (można czytać w np. basenie) i piasek. Dotykowy ekran. Mnogość obsługiwanych formatów włącznie z tymi zabezpieczonymi Adobe DRM. A do tego integracja z dropboxem. Wypas. Minusem jest cena bo oscylowała na poziome, który wyznaczył Kindle Paperwhite. Mimo wszystko pojechaliśmy do sklepu z zamiarem zakupu. I tam spotkał nas zonk. Podotykaliśmy urządzenia, poklikaliśmy po ekranie i stwierdziliśmy, że działa cholernie topornie jak na urządzenie za taką cenę. Może źle trafiliśmy, ale negatywne doświadczenie zakodowało nam się w głowach.

Pocketbook Basic Touch

Podobny pod każdym względem do modelu Aqua, ale bez wodoszczelności. Ma też możliwość podpinania kart pamięci co ułatwia przenoszenie książek. Cenowo po środku stawki między Kindle 5, a pozostałymi, droższymi urządzeniami o których pisałem. Wygląda ciekawie, ale po doświadczeniu z ekranem dotykowym nie zdecydowaliśmy się na ten model.

Pocketbook Basic 2

Podobny do Basic Touch. Podstawowa różnica to brak ekranu dotykowego. Cenowo w okolicach Kindle 5. Na ten model się zdecydowaliśmy. Książki czyta się na nim bardzo przyjemnie. Bateria długo trzyma. Oczy faktycznie męczą się mniej niż przy tablecie. Raj dla mola książkowego.

Wciąż jednak mam nawyk dotykania ekranu. Nawyk, który przeniósł się u mnie z tabletu, ale to jest dość drobna uciążliwość. Nieprzyjemnym zaskoczeniem był brak integracji z dropbox. Widać opcja jest zarezerwowana dla wyższych modeli. Rekompensuje to jednak funkcja Send-to-Pocketbook, gdzie możesz przesłać sobie książkę na urządzenie za pomocą maila. Przez brak ekranu dotykowego niewygodne jest też wprowadzanie tekstu, ale na szczęście nie musisz go wprowadzać dużo. Ot konfiguracja wifi i konta Send-To-Pocketbook. I jeszcze jeden mały problemik po zakupie. Aktualizacja oprogramowania. Czytnik Domi zadziałał w tym względzie wzorowo. Ale mój zwyczajnie się wywalił i przestał działać. Mistrzem hardware nie jestem, ale po dłuższej chwili udało mi się go naprawić przez wgranie starszej wersji oprogramowania z karty SD. Nie aktualizuję więc oprogramowania bo po kilku próbach efekt był taki sam. I pewnie nie będę miał z tym problemu (mentalnego) przynajmniej do chwili, gdy jakiś update nie wprowadzi nowej funkcjonalności na której może mi zależeć np. ta integracja z dropbox.

Komentarze

  1. Z tym ograniczeniem formatów w przypadku Kindle'a to lekka przesada: zdecydowana większość księgarnie e-booków oferują książki zarówno w epubie, jak i mobi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie przesada... pisze o ograniczeniu urządzenia, a nie o ofertach księgarni :) Sorry, ale Kindle nie przeczyta epuba, a własnie epub + watermark rządzą na świecie(widziałem ostatnio.nawet raport w tej kwestii). Epub jest jak mp3 tylko na rynku książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok, zgoda, epub jest bardziej popularny na świecie, ale... to jak nie kupować iPhone'a, bo aplikacji w Android Markecie jest więcej niż w AppStorze ;-)

    Nie piszesz o ofertach księgarni, lecz w przypadku, kiedy księgarnie oferują mobi na równi z epubem, to ograniczenie urządzenia nie ma większego znaczenia, nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytnik, jaki zakupiliście jest taki jak Kindle 4/5. I w tym przypadku książki można przerzucać po kablu i mailem, wygodne i to bardzo. Kupując e-booki są do wyboru 2-3 formaty: pdf, epub i mobi. Nie spotkałam się z e-bookiem, który nie byłby w formacie mobi. w tych księgarniach internetowych. A jeżeli tak się zdarza to bierzesz epub i wysyłając sobie go na czytnik Kindle w tytule maila wpisujesz "convert". Zero problemu :) Ale z tym konwertowaniem pod czytnik działa z tego co mi wiadomo tylko Kindle. :)
    Ale co by nie było, czytnik to naprawdę spora wygoda! Wiem to z własnego doświadczenia. Miałam jakąś chińską podróbkę, która się nie sprawdziła za bardzo. Później dotykałam i czytałam na innych modelach, aż w końcu wybrałam własny, właśnie Kindle. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm może kiedyś zaopatrzę się w czytnik :>

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ile się zarabia na recenzjach książek?

Zastanawiałeś się kiedyś ile zarabiasz recenzując książki na swoim blogu? Czy wiesz ile warty jest Twój czas? Nie?  To sprawdźmy.

Recenzja: „Reminders of Him" Colleen Hoover – książka, która najpierw łamie serce, a potem je skleja

Mam z Colleen Hoover relację love-hate. Czasem jej historie wydają mi się zbyt schematyczne, ale potem pojawia się taka książka jak „Reminders of Him" i przypomina mi, dlaczego ta autorka wciąż trzęsie emocjami czytelników na całym świecie. Ta książka, choć przeczytana kilka lat temu, została ze mną na długo. I chociaż nie była idealna, uderzyła w tak czułe struny, że płakałam przy niej kilka razy. Kenna Rowan wraca. Po latach spędzonych w więzieniu wchodzi z powrotem do świata, który zdążył ją skreślić, pogrzebać i zapomnieć. Wraca do miasta, w którym straciła wszystko — wolność, godność, miłość. Ale przede wszystkim wraca po córkę, której nigdy nie poznała. I właśnie tutaj Hoover robi coś, czego nie spodziewałam się po niej w takim stopniu — surowo, bezkompromisowo portretuje kobietę, którą społeczeństwo zredukowało do jednego błędu. Kenna nie jest idealna. Nie jest nawet szczególnie sympatyczna na pierwszy rzut oka. Jest zdesperowana, pogubiona i ledwo znosi ciężar własnej winy...

Recenzja: „God of Wrath" Rina Kent — nieodrodny syn swojego ojca, który mnie kupił

Moja ulubiona część Legacy of Gods. Mówię to bez wahania. Jeremy Volkov i Cecily Knight to para, przy której wszystko kliknęło — chemia, głębia, emocje i wzajemna akceptacja bez prób naprawiania drugiej osoby. Wszystko zaczyna się od jednej nocy. Cecily wkrada się na inicjację Heathens — brutalny rytuał polowania w lesie, gdzie nowi członkowie muszą przetrwać noc ścigani przez resztę grupy. Robi to jako przysługę dla Landona, w którym jest potajemnie zakochana. Myśli, że jest niewidzialna — bo zawsze była. Prześlizgiwała się przez życie niezauważona, cicha, bezpieczna w swojej niewidzialności. Ale tej nocy diabeł ją zauważył. I od tego momentu Jeremy Volkov nie spuszcza jej z oczu. Jeremy jest nieodrodnym synem swojego ojca. Jak to Adrian idealnie ujął — obaj cierpią na tę samą przypadłość zwaną "problemy z zaufaniem". I to jest widoczne od pierwszej strony. Lider Heathens, dziedzic rosyjskiej bratwy, ktoś, o kim krążą plotki, że ma już krew na rękach. Zimny, bezwzględny, kon...