Czasami mam wrażenie, że świat wokół mnie przyspiesza z każdym dniem. Wszystko musi być „tu i teraz”, wszystko ma swoje deadline’y, powiadomienia, czerwone kropki na ekranie. A przecież w głębi serca tęsknimy za chwilą spokoju. Za ciszą, która nie onieśmiela, tylko koi. Właśnie dlatego sięgnęłam po Drzewa Ayi Kōdy. Bo wyczułam w nich obietnicę innego tempa - tego, w którym naprawdę da się oddychać. Są książki, które płyną powoli, jak rzeka w letnie popołudnie i w tym tkwi ich siła. Drzewa nie opowiadają historii, która porywa i trzyma w napięciu. To opowieść, która otula ciszą, uczy oddychać i słuchać szeptu świata. Zamiast gonić za fabułą, zatrzymujemy się przy każdym słowie, jakbyśmy stawali w cieniu starego drzewa, które pamięta więcej niż my sami. W świecie pełnym hałasu i chaosu, w którym każda chwila musi być produktywna, Kōda przynosi coś, co jest dziś prawdziwym luksusem: przestrzeń na myśl. Jej eseje są jak spacer w lesie o poranku. Z rosą pod stopami, chłodnym powietrze...
Piękne słowa, piękne podsumowanie. :)
OdpowiedzUsuńW sensie, że piękne podsumowanie życia.
UsuńDokładnie.
UsuńTo jeden z moich ulubionych pisarzy, więc wiadomość o tym, że już nigdy nie napisze żadnej książki mocno mnie przygnębiła. Piękne podsumowanie jego życia, jak słusznie stwierdziła Aneta.
OdpowiedzUsuńA ja choć doskonale wiem, kim był Marquez, jeszcze nigdy nie czytałam żadnej jego książki. Ale z pewnością prędzej czy później to nadrobię.
Usuń