Przejdź do głównej zawartości

"Francuskie lato" Catherine Isaac


Jessica ma dość swojego niedojrzałego chłopaka i odchodzi od niego, zabierając ze sobą małego synka Williama. Przez kolejne 10 lat żyją od siebie z daleka. Ale wiadomość, która spada na Jess sprawia, że postanawia naprawić relację między Adamem a ich synem. Kilkutygodniowy wyjazd do Francji zmieni jednak o wiele więcej, niż mogła się spodziewać...

Czasem trzeba poznać mrok, żeby dostrzec bijące od nas światło.

Francuskie lato porównywane jest do książek Jojo Moyes i choć faktycznie tematyka jest zbliżona, to jednak styl Catherine Isaac jest inny. Opowieść jest lekka, momentami zabawna, ale wciąż czujemy na plecach ciężar czającej się gdzieś w mroku tajemnicy. Jest wiele niewiadomych i choć domyślamy się, że coś tu nie gra, to jednak rozwiązanie okazuje się zaskakujące.

To historia pełna ciepła, wypełniona barwami i zapachami Francji, promieniami słońca i smakiem wina. Słodko-gorzka, gdzie przeplata się miłość, cierpienie i strach. Opowieść kobiety, która myśli, że wszystko co najlepsze jest już za nią i został jej tylko mrok. A jednak życie okazuje się zaskakujące, nie tylko dla niej, ale i dla jej najbliższych.

Od razu polubiłam bohaterów, choć nie raz miałam ochotę potrząsnąć Jess, żeby miała odwagę sięgnąć po więcej. Adam okazał się człowiekiem tak nieprzewidywalnym, że momentami trudno było uwierzyć, że to ten sam mężczyzna. Ich przyjaciele to cała gama barwnych postaci, jednak zupełnie nie przesłodzonych. I wreszcie matka Jess, kobieta niezłomna, cicha bohaterka tej historii.

Bardzo mi się podobało, dosłownie nie mogłam się oderwać od czytania. Znalazłam tylko jeden mały zgrzyt - tytuł oryginału You, Me, Everything bardziej oddaje ducha tej opowieści.



Catherine Isaac
Francuskie lato/ You, Me, Everything

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Miłość w Wiedźminie

„Pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy nie zapomni tego zapachu, tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy już nie będzie mógł ich porównać z innym zapachem i innym dotykiem.

"Prokurator" Paulina Świst

Życie Kingi Błońskiej było pasmem sukcesów. Była szczęśliwą mężatką i wziętym adwokatem. Nie przegrywała. Do czasu. Najpierw nakryła męża na zdradzie. Później została zmuszona do bycia obrońcą jednego z szefów zorganizowanej grupy przestępczej, niejakiego Szarego. Mając wszystkiego dość, ruszyła do jednego z klubów. Nie żałując sobie alkoholu, dała się ponieść chwili, spędzając noc z nowo poznanym mężczyzną. Jakie było jej zdziwienie, gdy kilka dni później spotkała się z nim na sali sądowej... Po tak szeroko zakrojonej akcji promocyjnej i licznych opiniach wychwalających ten debiut, spodziewałam się wielkiego WOW. I to niestety był mój błąd. Prokurator nie jest kryminałem, choć jakiś kryminalny wątek w założeniu miał być podstawą całej fabuły. Chyba najlepszym określeniem będzie jednak erotyk, choć scen mocno wyuzdanego seksu też tu nie znajdziecie. Ale mniejsza o to, czym jest ta książka. Najbardziej bolały mnie wszechobecne stereotypy. Kinga, oczywiście piękna trzydziestolat...

Ignore everybody, czyli Twój blog to Twoje miejsce w sieci

Obserwuję ostatnio w blogosferze dziwny trend, polegający na tym, że każdy radzi każdemu jak ma prowadzić swój własny blog. Skala tego zjawiska powoli sięga zenitu i staje się absurdalna, a tym samym zaczyna mnie przerażać. Naprawdę czasami nieco pokory i samokrytyki by nie zaszkodziło. Nie zamierzam robić kolejnego dekalogu porad dla "młodych" blogerów. Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz. Blog zazwyczaj zakłada się po to, żeby mieć swoje miejsce w sieci. Wybierasz sobie czcionkę, szablon, umieszczasz jakieś treści. Niby proste. Ale gdy już go założysz, zaczynasz zaglądać na inne blogi. I tam nagle dostajesz obuchem w głowę, bo okazuje się, że nie spełniasz żadnej z zasad podanych przez jakiegoś innego "starszego" blogera, dotyczących prowadzenia bloga. I co? I nic. Tak naprawdę nie powinno Cię to obchodzić. Bo to, że jesteś krótko w blogosferze nie znaczy, że jesteś gorszy. W pisaniu dobrze sprawdza się teoria Malcolma Gladwella o 10 tysiącach g...