Przejdź do głównej zawartości

"Nina, prawdziwa historia" Ewelina Rubinstein - recenzja


Życie nie zawsze pisze scenariusze, o jakich marzymy. Czasami jesteśmy na szczycie, by po chwili spaść na samo dno. Najważniejsze, by zawsze wiedzieć, dokąd zmierzamy. By żyć w zgodzie ze sobą, choć często na przekór innym. Jednak zdarza się, że gubimy drogę w odmętach codzienności. Tracimy poczucie celu, a może nawet świadomość, kim tak naprawdę jesteśmy. Ale to, że zgubimy drogę, wcale nie oznacza, że jesteśmy straceni. I właśnie o tym jest "Nina, prawdziwa historia". O odnalezieniu samego siebie.

Na początek - niespodzianka!

Streszczenie. Tak, streszczenie na dzień dobry. Moja pierwsza myśl: o cholera, przecież nie będzie mi się chciało czytać, gdy cały zarys historii poznam już na samym początku. Myliłam się. Autorka tak zgrabnie splotła całość, że w ogóle nie zwracało się uwagi na fakty z pierwszych stron. Historia snuła się niczym senne marzenie, oplatając mnie coraz bardziej.

Gdy nie jesteś tym, kim chciałbyś być

"Nina, prawdziwa historia" wbrew pozorom nie opowiada o Ninie. Głównym bohaterem jest Daniel. Prawnik, specjalista z zakresu prawa rzymskiego, bystry i poukładany. Ale Daniel ma też drugą twarz. Samotnego, nadużywającego alkoholu i spragnionego bliskości kobiety. Mężczyzny, który wie, że jego życie nie tak powinno wyglądać. Że powinno być lepsze. Sam o sobie mówi, że nie ma sumienia. Żyje jak chce, moralność właściwie dla niego nie istnieje. I właśnie wtedy w jego życiu pojawia się Ernest Schneider.

Jak jeden egzemplarz "Nędzników" może zmienić życie

Spotkanie ze starym Schneiderem, który tak niespodziewanie wkracza w życie Daniela, zmienia wszystko. Wiadomość od tajemniczej Niny, zostawiona przez staruszka właśnie w "Nędznikach", staje się początkiem zmian. Nina okazuje się prostytutką, kobietą bez zahamowań. I kimś, kto dla głównego bohatera staje się obsesją. Ale stopniowe poznawanie prawdy powoli zaczyna zmieniać Daniela. Pozwala mu dostrzec to, co jest naprawdę ważne. 

Wciąga, urzeka i nie pozwala się odłożyć na półkę

Ciągłe zmiany miejsc, od Moguncji, przez Paryż aż po Wolsztyn i Warszawę, to niebywały plus tej książki. Otoczenie cały czas się zmienia, dzięki czemu akcja jest dynamiczna, a kolejne miejsca odwiedzane przez bohaterów sprawiają, że w powietrzu wisi jakaś nutka magii. Pomysł na fabułę był oryginalny, a sposób napisania "Niny..." udowodnił, że nie trzeba opasłych tomiszczy, aby pokazać zawiłości ludzkiej psychiki. Czytając, sama momentami nie wiedziałam co jest prawdą, a co fikcją. Bardzo udane wymieszanie tych dwóch elementów sprawiło, że czytałam z coraz większą ciekawością jak skończy się ta historia.

Oj, mały zgrzyt

Literówki! Nawet najlepszy autor nie jest w stanie się ich ustrzec, ale korekta powinna wychwycić większość takich negatywnych niespodzianek. Niestety im bliżej końca książki, tym literówek było więcej, kilka razy zgrzytnęły mi też błędy gramatyczne. Okładka jest tajemnicza, przyciąga wzrok i naprawdę mi się podoba, choć nie przepadam za zdjęciami (wolę grafiki). Jedyne, co mi przeszkadza, to folia nie trzymająca się rogów. Ale ten problem zawsze można rozwiązać kupując ebooka.

Udany debiut

Ewelina Rubinstein jest dziennikarką i świetny pisarski warsztat jest tym, co pierwsze rzuca się w oczy. Język powieści nie jest potoczny, ale nie jest też przesadnie wyrafinowany. Ciekawy styl urzeka już od pierwszych stron. Cała historia widziana oczami Daniela daje nam interesujący obraz faceta, który tak naprawdę nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Pije na umór, marzy o niezobowiązującym seksie, a gdy rankiem budzi się z potwornym kacem, widzi tylko puste mieszkanie. Wszystkie emocje targające głównym bohaterem zostały bardzo dobrze ukazane, co nie jest łatwe, gdy autorka opowieści jest kobietą. Również pozostałe postacie nie są papierowe i odróżniają się od siebie tak bardzo, że od razu się je zapamiętuje. I to ze wszystkimi szczegółami. Całe szczęście, że bohaterów nie ma zbyt wielu, bo dzięki temu nasza uwaga cały czas jest skupiona na Danielu i jego przeżyciach, co ułatwia odbiór książki.

"Dziwka to nie zawód, to po prostu moralność."

Historia pewnego rodu, tajemnica sprzed lat i walka z własnymi słabościami. Do tego piękne zakątki, garść historii i szczypta erotyki. Dorzucając świetne wykonanie, dostajemy nietuzinkową powieść, po którą warto sięgnąć. Mam nadzieję, że to pierwszy, ale nie ostatni krok autorki do rozwinięcia pisarskich skrzydeł. Czekam na więcej tak oryginalnych książek.


Informacje o książce:
Autor: Ewelina Rubinstein
Tytuł: "Nina, prawdziwa historia"
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 128

Komentarze

  1. Recenzja jak najbardziej trafna. Książkę czytałam w ubiegłym tyg. i muszę stwierdzić, że czytało się ją lekko, fabuła, wątki, akcja wszystko mi się podobało. Mogłaby być grubsza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie zabieram się za tę książkę. Jestem ciekawa, czy przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię tego typu książki. A ja się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm...brzmi intrygująco. Już książkę zamówiłam. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Ostra gra" Olivia Cunning

Autor: Olivia Cunning Tytuł: "Ostra gra" Tytuł oryginału: "Rock Hard" Cykl: Sinners on Tour Tom: 2 Wydawnictwo: Amber Data wydania: luty 2013 Liczba stron: 368 Na tle innych tego typu książek, Olivia Cunning ze swoim rockowym pomysłem wypada dość interesująco. Dlatego po całkiem miłym doświadczeniu z "Za sceną", sięgnęłam po drugi tom serii o Sinnersach. Tym razem fabuła skupia się na postaci wokalisty zespołu, Seda Lionhearta. Korzystający z uroków życia mężczyzna, w głębi serca wciąż tęskni za swoją dawną miłością, Jessicą - piękną studentką prawa. Kiedy Sed i Jess nieoczekiwanie spotykają się w trakcie wieczoru kawalerskiego gitarzysty Sinnersów, Briana, uczucia między nimi wybuchają na nowo. Początkowa nienawiść przeplata się z namiętnością i szaleńczym pożądaniem.  Jednak ich spotkanie prowokuje poważną bójkę członków zespołu z ochroniarzami w pewnym klubie. Skutkiem są poważne problemy zdrowotne jednego z Sinne...

Anatomia językowego sabotażu. Jak polskie wydania New Adult mordują chemię między bohaterami

Skoro ekranizacja   Off-Campus   właśnie podbiła Prime Video, internet znowu zapłonął miłością do Hannah i Garretta. Pisałam już o tym, jak sprytnie   The Deal   ukrywa psychologiczny ciężar pod płaszczykiem kampusowego romansu. Dziś jednak porozmawiamy nie o psychologii, a o narzędziu,   którym   się ją buduje. O języku. A konkretnie o tym, jak polskie wydanie potrafi ten język — i całe napięcie — bezlitośnie rozbroić. Usiądźcie wygodnie. Porozmawiamy o sypialni, amerykańskich hokeistach, marketingu i... przemyśle drobiarskim. Seksowanie sypialni, czyli sumienie z fermy drobiu Romans uniwersytecki i literatura New Adult rządzą się bardzo konkretnymi prawami. Dynamika relacji między bohaterami opiera się na dialogach oraz na ich wewnętrznych monologach. Te rozmowy muszą iskrzyć — być żywe, szybkie, potoczne, pełne podskórnych aluzji i naturalnego, młodzieńczego luzu. Kiedy czytelnik śledzi grę pozorów między dwiema silnymi osobowościami, każde słowo ma znac...

Recenzja: „Reminders of Him" Colleen Hoover – książka, która najpierw łamie serce, a potem je skleja

Mam z Colleen Hoover relację love-hate. Czasem jej historie wydają mi się zbyt schematyczne, ale potem pojawia się taka książka jak „Reminders of Him" i przypomina mi, dlaczego ta autorka wciąż trzęsie emocjami czytelników na całym świecie. Ta książka, choć przeczytana kilka lat temu, została ze mną na długo. I chociaż nie była idealna, uderzyła w tak czułe struny, że płakałam przy niej kilka razy. Kenna Rowan wraca. Po latach spędzonych w więzieniu wchodzi z powrotem do świata, który zdążył ją skreślić, pogrzebać i zapomnieć. Wraca do miasta, w którym straciła wszystko — wolność, godność, miłość. Ale przede wszystkim wraca po córkę, której nigdy nie poznała. I właśnie tutaj Hoover robi coś, czego nie spodziewałam się po niej w takim stopniu — surowo, bezkompromisowo portretuje kobietę, którą społeczeństwo zredukowało do jednego błędu. Kenna nie jest idealna. Nie jest nawet szczególnie sympatyczna na pierwszy rzut oka. Jest zdesperowana, pogubiona i ledwo znosi ciężar własnej winy...