piątek, 7 września 2012

Recenzja: "Pięćdziesiąt twarzy Greya" E L James



Autor: E L James
Tytuł: "Pięćdziesiąt twarzy Greya"
Tytuł oryginału: "Fifty Shades of Grey"
Cykl: Pięćdziesiąt Odcieni
Tom: 1
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: wrzesień 2012
Liczba stron: 608

Dwa tygodnie temu pisałam o niebywałym szaleństwie wokół "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Zastanawiałam się czy fenomen tej książki tkwi w bardzo dobrej akcji promocyjnej czy może faktycznie jest to tak fascynująca opowieść. Teraz sama się przekonałam jak to jest z "tym Greyem".

Anastasia Steele to 21-letnia studentka literatury, która w zastępstwie koleżanki przeprowadza wywiad z młodym biznesmenem Christianem Greyem, właścicielem świetnie prosperującej firmy. 

Niewinny z pozoru wywiad zapoczątkowuje ciąg wydarzeń, które wciągają Anastasię w świat perwersyjnego seksu i mrocznych pragnień. I właściwie na tym opiera się cała fabuła książki.

Przyznaję, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron zamknęłam ją z hukiem. Dawno nie czytałam książki napisanej w tak fatalny sposób. Krótkie, niezbyt składne zdania i powtarzające się co chwila "o rety!" przyprawiały mnie o mdłości. Zastanawiam się tylko, na ile była to wina samej autorki, a na ile tłumaczenia.  W końcu stwierdziłam, że muszę się dowiedzieć, w czym tkwi jej sukces i zaczęłam znów czytać. I cóż, mam ogromny dylemat odnośnie oceny tej powieści.

Bardzo, ale to bardzo słabą stroną jest język. Bardzo prosty, momentami wulgarny w zupełnie nieodpowiednich miejscach, zawierający mnóstwo powtórzeń. Czytając po raz setny słowa: rety, jęczę, głośno wciąga powietrze, przelecieć i jasny gwint naprawdę dostawałam szału. W dodatku często pojawiało się słowo "sardoniczny",  które zupełnie nie pasowało do tak nieskomplikowanego języka, jakim została napisana ta książka.

Kolejną słabością są podobieństwa do "Zmierzchu" i tu spełniły się moje obawy co do fan fiction. Główna bohaterka to na początku całkowita niezdara, uważająca się za brzydką, niezgrabną i niczego nie wartą dziewczynę. Grey to z kolei ideał, który nawet odcień włosów ma podobny do Edwarda Cullena. Boski, niemal doskonały i z pozoru nieosiągalny interesuje się niedoświadczoną szarą myszką. Wiele drobniejszych zbieżności irytuje, ale osobom nie znającym twórczości Stephenie Meyer nie będzie to raczej przeszkadzać.

Minusem jest też seks. Dużo seksu. I nawet nie chodzi o ilość tych erotycznych scen - po prostu autorce zabrakło pomysłów na ich opisanie. Tak naprawdę wciąż dzieje się to samo i w takiej ilości, jaką dostajemy w tej książce, niewiele to wnosi. Czytanie w kółko o "zerżnięciu" i orgazmie, przy którym Anastasia rozpada się na milion kawałków jest bardzo nużące i nudzące. W dodatku dziwi mnie to nagłe seksualne wyzwolenie Amerykanek, które podobno zawdzięczają trylogii "Pięćdziesiąt odcieni" - związanie rąk i kilka klapsów nie bardzo kwalifikuje się moim zdaniem do miana seksualnej rewolucji. Duży nacisk E L James położyła na uświadomienie czytelników w kwestii bezpiecznego seksu, efektem czego są ciągle przewijające się prezerwatywy, a później minipigułki. I choć generalnie uważam to za plus, to niestety zabrakło choć minimum subtelności.

"Dyskusje" Any, jej podświadomości i "wewnętrznej bogini" (co to do cholery ma być: wewnętrzna bogini tańcząca sambę?!) były moim zdaniem zbędne i tylko wprowadzały zamęt do i tak skompilowanej relacji Anastasii i Christiana.

Plusem mimo wszystko są bohaterowie tej książki. Christian Grey jest osobą bardzo tajemniczą i intrygującą, choć jednocześnie mam wrażenie, że autorka nie do końca poradziła sobie z wykreowaniem tej postaci. W moim odczuciu taki bohater powinien być bardziej mroczny i męski. Natomiast Anastasia, po początkowym wielkim podobieństwie do Belli Swan, ewoluuje i jej sarkazm nieraz wywoływał mój uśmiech.

I choć tak naprawdę nie wiem, o czym dokładnie opowiada ta książka - czy o poszukiwaniu miłości, przyjemności czy może o samotności - muszę przyznać, że niesamowicie wciąga. W dodatku wiem, że sięgnę po kolejne części! Grey jednak mnie zaintrygował i mam nadzieję, że jego historia okaże się warta poznania.

Podsumowując: myślę, że książka spodoba się starszym nastolatkom i młodym kobietom, spragnionym mocniejszych wrażeń. Gdybym była o te dziesięć lat młodsza pewnie dostrzegłabym w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" więcej zalet niż wad. Być może moje częściowe rozczarowanie wynika z tego, że jestem świeżo po przeczytaniu "Rozkoszy nieujarzmionej", która elektryzowała zmysłowością w dużo bardziej pociągający sposób.  

Odcienie Greya coś w sobie mają. Coś, co sprawia, że mimo wad tej książki, ciężko oderwać się od czytania. Czy polecam? Szczerze mówiąc uważam, że z tą książką jest tak samo jak ze "Zmierzchem" - powinno się ją przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie.

P.S: Prawa do ekranizacji zostały kupione przez Universal Pictures, a wśród najpoważniejszych kandydatów do roli Christiana Greya wymienia się Ryana Goslinga, Alexandra Skarsgårda i Iana Somerhaldera. I co Wy na to, drogie Czytelniczki? :)


Pięćdziesiąt Odcieni na Po prostu książki:
1. "Pięćdziesiąt twarzy Greya"
2. "Ciemniejsza strona Greya"
3. "Nowe oblicze Greya"


35 komentarzy:

  1. Mam niestety podobną opinię na temat tej książki. Wielki szał i wielkie rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wielkim szałem się zgadzam. Co do wielkiego rozczarowania - czytałam tak wiele negatywnych opinii o tej książce, że nie spodziewałam się po niej cudów. Choć uważam, że mogła być zdecydowanie lepsza. Sam pomysł nie był zły, ale wykonanie już niestety tak.

      Usuń
    2. Popieram. Do tego naprawdę drażniące są podobieństwa do "Zmierzchu". Już myślałam w pewnym momencie, że po prostu wyrzucę tę książkę. Ale... żeby wyrobić sobie dokładne zdanie o niej postanowiłam przeczytać. Bardzo dziwi mnie fakt, że masa kobiet zachwyca się tą książką. Czytając ją cały czas miałam wrażenie, że ona tak naprawdę ukazuje psychologię sprawcy i jego ofiary. Sprawca jest na tyle inteligentny, że z łatwością "owija" sobie ofiarę wokół palca. Ofiara niezdolna do podejmowania logicznych decyzji dobrowolnie pozwala sobie zadawać dwojaki ból - fizyczny i psychiczny. Przy czym facet od samego początku pokazuje jej kim jest, kiedy np. siedzą w jakimś barze w lesie on wprost mówi jej, że lepiej gdyby już się zgodziła na jego umowę, bo nie mogłaby zadawać o nic pytań bez pozwolenia i to było by dużo wygodniejsze. Czy naprawdę istnieją, aż tak tępe kobiety, które nie są zdolne do zareagowania na takie zachowanie?
      Iga

      Usuń
  2. Książka zbiera pozytywne i negatywne recenzje, więc chcę przeczytać by się sama przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie opinie o tej książce są skrajnie różne i bardzo kontrowersyjne.. ja sama, jeśli zdecyduję się ją przeczytać to tylko z ciekawości o co tyle szumu:p
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytuję ksiązek tak mocno reklamowanych bo najczęściej okazują się szmirą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię wiedzieć o co tyle szumu i mieć na ten temat własne zdanie :)

      Usuń
  5. @hibou, Mała Mi: właśnie najlepiej przeczytać i samemu się przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tam typuję alexandra do roli christiana;) jak przeczytałam opis to przed oczami miałam alexa;) co do roli any - jest dla mnie mdła i prawdę mówiąc drażni mnie cholercia jasna, jak mało kto. W szczególności ta jej wewnętrzna Bogini.
    jeszcze to " o rety" czy "rżnięcie, pieprzenie" przetrawiłam ale " O Barnabab" rozwalało system i wywracało mi flaki:D
    Książka jak pisałam i u siebie górnolotną literaturą nie jest, ale wciąga niemiłosiernie i ja osobiście zakochałam się w tym mrocznym Christianie który w moich oczach wygląda jak Alexander;) ( ale w Christianie nie jako Panu, tylko w tym tajemniczym Christianie;p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Alex Skarsgård z pewnością potrafi być mroczny :)
      Szkoda, że autorka nie usunęła z Anastasii większości cech Belli, choć uważam, że pod koniec książki i tak było z nią dużo lepiej niż na początku. W Christianie faktycznie można dostrzec te pięćdziesiąt odcieni szarości, ale tak jak napisałam w recenzji, w moim odczuciu pani James nie do końca poradziła sobie z wykreowaniem tej postaci.

      Usuń
    2. oj Alex - co Ty z nami robisz:D A może powinnam napisać : och, Christian?:D

      Bellę jeszcze idzie znieść ( choć "stiuard" w jej roli już mniej;p), choć też drażniła moje flaki, ale powtórki z rozrywki nie zniosę a Ana taka jest. Kobita mnie drażni, choć owszem - na końcu zrobiła się jakaś taka bardziej pewna. Nie taka sierotka marynia.
      Jeśli chodzi o samego Greya - to z założenia on miał być taki "niewykreowany" jeszcze. Przecież ma te 50 odcieni;) Nie można od razu odkryć wszystkich kart, bo nie byłoby aż 3 tomów;) W drugim tomie Christian moim zdaniem, zaczyna się bardziej rysować, raczej jego charakter - poznajemy go i zaczynamy dostrzegać czego jest jaki jest.
      Ale co jak co - obraz Christiana jeszcze długo pozostaje w pamięci i myśli się o nim po lekturze;)

      Usuń
    3. "Nie można od razu odkryć wszystkich kart, bo nie byłoby aż 3 tomów;)" - racja :) ale i tak osobiście wolałabym żeby był jednak bardziej mroczny w tym swoim emocjonalnym rozchwianiu ;)

      Usuń
    4. ja osobiście zakochałam się w Christianie!! Po książce nie oczekiwałam górnolotnej literatury i chyba tak trzeba do tego podejść - nie oczekiwać zbyt wiele. Ale sama historia jest cudna i baaaaardzo wciągająca i ekscytująca:))) POLECAM POLECAM

      Usuń
    5. Zgadzam się, że Aleksander jak najbardziej byłby odpowiedni do tej roli :) Ryan Gosling to zbyt oczywiste, wszędzie go teraz pełno. Ale ja bym widział również w tej roli Alexa Pettyfera a może i nawet Jonathana Rhys Meyera ;)

      Usuń
    6. Jonathan Rhys Meyers był genialny w roli Henryka VIII! rzeczywiście mógłby być niezły jako Grey :)

      Usuń
  7. Tyle krytyki, że język, nuda, podobna, itd i na koniec polecam i przeczytam kolejne części??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewne rzeczy mnie zaciekawiły i planuję przeczytać dalsze tomy. Ale nigdzie nie napisałam, że ją polecam.

      Usuń
  8. Jak widać po recenzjach, okazuje się, że książka jest przereklamowana, jak to często bywa w przypadku szeroko promowanych tytułów. Niemniej jednak mam chęć zaspokojenia swojej ciekawości, więc pewnie po nią sięgnę, szczególnie, że ma pojawić się ekranizacja z Goslingiem lub Skarsgardem w roli głównej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ekranizacji to myślę, że z dobrym scenarzystą i reżyserem może wyjść z tego całkiem niezły film :)

      Usuń
  9. Słyszałam same złe opinie o tej książce, więc raczej nie sięgnę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Książki bynajmniej nie czyta się jednym tchem!!! jest nudna!!! Z założenia perwersyjne sceny są jakby podglądane przez różowe okienko plastikowego domku "perwersyjnego" Kena i z lekka rozchwianej emocjonalnie Barbie. Przeczytałam, ale bardziej z ciekawości po takiej akcji reklamowej. Książka nie wciąga. Napisana jest strasznym językiem. Koszmar!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka nie jest ambitna i takiej nie udaje. Przystojny, bogaty nieco mroczny mężczyzna, trudny do ujarzmienia. Szara myszka zakochuje sie w nim i mamy happy end. Kobiety kochają historie o niegrzecznych chłopcach których jednak da sie ujarzmić (swoją drogą jaki charakter miałby rzeczony 10 lat po ślubie:). Do tego opisy seksu. Troszkę niegrzeczne dla przeciętnej czytelniczki, ale niezbyt. Tylko tyle aby zarumieniły się policzki.
    Kobiety zawsze kochały harlequiny. Ja wraz z kolezankami (mamy po 30 kilka lat) zaczytałyśmy sie tą książką z fascynacją. Jest lekka jak inne babskie czytadła a przy tym wreszcie cos innego poza Bridget której różnych wariacji są już tysiące.
    Przeciez nei możemy czytać wciąż ambitnej literatury! Fajnie czasem poczytać cos lekko pikantnego ale nie wulgarnego.
    Przymknijcie oko dziewczyny w końcu to literatura na poziomie Seksu w wielkim mieście, Bridget Jones i innych babskich lekkich czytadeł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się zgodzić z wieloma stwierdzeniami zawartymi w tym komentarzu, ale na pewno nie z tym, że w książce nie ma wulgarnych scen. Ta w hotelowej łazience przyprawiła mnie o mdłości, a raczej nie należę do osób, które łatwo zszokować.
      Ale, jak już wielokrotnie tu pisałam, mimo mnóstwa niedociągnięć książka wciąga, a druga część jest zdecydowanie lepsza (przynajmniej w oryginale).

      Usuń
  12. Też czytałam... jakoś mi nie przypadła do gustu, ale pewnie sięgnę po II część jak się ukaże, tylko po to, żeby dowiedzieć się jak to jest z pewnymi niewyjaśnionymi wątkami z części pierwszej ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na "sardoniczny" tak niewspółmierny do reszty również zwróciłam uwagę i uważam, że to kiepskie tłumaczenie/redakcja. Koszmar. Sceny erotyczne może ciekawe , ale ilez można?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam, w oryginale również występuje to słowo, więc akurat to raczej nie jest winą tłumaczenia.

      Usuń
  14. Pomysł ciekawy, ale zepsuty stylem i "bogactwem" języka,kurcze ile można budować z białego piaskowca, uśmiechać się cierpko czy wzywać świętego Barnabę. Po przeczytaniu opisu na okładce można pomyśleć ho,ho, a w środku lipa. Już chyba wiem, dlaczego biblioteki apelują o wycofanie jej z obiegu i przypuszczam, że nie chodzi tu o sex

    OdpowiedzUsuń
  15. Po internecie krąży trailer z aktorem Mattem Bomerem i wydaje mi się że to on powinien grać Christiana mimo to, że ma ciemne włosy. Nie wyobrażam sobie, że Christiana mógłby zagrać Ian, bo on ciągle kojarzy mi się z Pamiętnikami Wampirów. Dla mnie tylko Matt ! A książka strasznie mi się podobała, zgadzam się z tym, że była napisana słabym językiem, ale naprawdę jest wciągająca, 2 tom też a nawet lepszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam ten trailer i muszę przyznać, że rzeczywiście Matt pasuje do roli Christiana. A co do włosów to nie wiem dlaczego, ale czytając i tak cały czas myślałam o Greyu jako o facecie o szarych oczach i czarnych włosach :)

      Usuń
    2. Prawdę mówiąc ja tez wyobrażałam sobie ,że główny bohater ksiązki ma kasztanowe włosy i szare oczy, nawet opis małego chłopca na fotografi z ostatniej części to sugeruje. A TU BLONDYN!!!

      Usuń
  16. Jak dla mnie to Ian Somerhalder byłby idealny w roli Greya :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Za dużo w tej książce seksu. Rozumiem, że po pierwszym razie można być zafascynowanym tą dziedziną ale nie na tyle żeby robić to trzy razy dziennie codziennie... Dużo podobieństw do sagi "Zmierzch"... Ale mimo wszystko wciąga :) przeczytałam ją w trzy dni :) i pewnie przeczytam kolejne części ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. hmmm ...któtko mówiąc jest to wersja pikantnego harlequina....meczecego jezykowo a wzywanie swietego Barnaby przyprawia o wieksze ciarki w kierunku mdlosci niz same mocne :) sceny>>>
    Przeczytalam z ciekawosci...

    OdpowiedzUsuń
  19. A mi się podobała! i teraz czekam na film, za rok się pojawi bo już są filmiki nawet z niego - http://goo.gl/oKimF

    OdpowiedzUsuń
  20. a ja uwielbiam tę trylogię. wciągnęłam 'jednym wdechem' i jestem ciekawa filmu. oby tylko nie Gosling (z całej milości do niego), bo on nie pasuje... jest za słodki...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie mi niezmiernie miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad :)