Przejdź do głównej zawartości

"Post Scriptum" Milena Wójtowicz


Piotr Strzelecki jest psychologiem i coachem. Sabina Piechota - specjalistą ds. BHP. Razem prowadzą agencję PS Consulting, a ich klientami są głównie osoby nienormatywne. A w kategorii nienormatywny mieści się bardzo, bardzo wiele określeń poza jednym: człowiek. Gdy Piotr i Sabina zupełnym przypadkiem zostają wplątani w kryminalną aferę, postanawiają rozprawić się z tajemniczym osobnikiem, próbującym mordować nienormatywnych. Jednak Sabina, uzależniona od cukru w ilościach hurtowych i Piotr, który całymi dniami mógłby wdychać opary z lawendowych świec, zupełnie nie nadają się na detektywów. W rozwiązaniu zagadki będą potrzebować pomocy profesjonalisty, który przy okazji nocami porasta futrem. A że zarówno Piechota, jak i Strzelecki z ludźmi nie mają wiele wspólnego, muszą uważać, by nie stać się celem maniakalnego zabójcy.

Twórczość Mileny Wójtowicz poznałam ponad dziesięć lat temu, gdy przeczytałam Załatwiaczkę. Niezmiernie się więc ucieszyłam na wieść o jej nowej książce. Post Scriptum totalnie przypadło mi do gustu. Mnóstwo ironii, cięty język Sabiny, liczne nawiązania do popkultury. Fantastyczne stworzenia, a przy tym normalna, polska rzeczywistość. Prowincjonalne życie. I bogaty wachlarz postaci drugoplanowych, zarówno zupełnie ludzkich, jak i tych zdecydowanie mniej.

Pełne sarkazmu dialogi Sabiny i Piotra przeplatają się z poważnymi próbami rozwiązania kryminalnej zagadki. Muszę przyznać, że autorce świetnie udało się utrzymać balans pomiędzy humorem i intrygą. Bawiłam się świetnie, zarywając noce. Czekam na więcej :)



Milena Wójtowicz
Post Scriptum
Wydawnictwo Jaguar, 2018

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ebooki i ja

Przez bardzo długi czas trwałam w przekonaniu, że będę czytać wyłącznie papierowe książki. Później przekonałam się do audiobooków, słuchając ich podczas domowych porządków i w czasie długich, bezsennych nocy. A jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze również ebooki są świetną sprawą. Najpierw w miarę wygodne czytanie zapewnił mi smartfon, a ostatnio komfort ten niebywale poprawił iPad. Nadal uważam, ze papierowe wydania są najlepsze. Lubię czuć w dłoni ciężar książki i ten zapach farby drukarskiej, gdy po raz pierwszy unosi się do góry okładkę. Jednak ebooki znacznie łatwiej czyta mi się w nocy. Mogę tez nosić przy sobie kilka książek naraz, co jest wielkim plusem podczas wyjazdów. I nie muszę się martwić, ze pozaginają się rogi. Moja wirtualna biblioteczka na razie zajmuje jedną półkę. Dziś dołączył do niej "Lód" Jacka Dukaja - prezent walentynkowy ;) Zawsze bałam się wielkości tej książki, teraz przynajmniej nie widzę, jaką jest "cegłą" :) W ...

Zrujnowany świat, a w nim wielka miłość ojca do syna - "Droga" Cormac McCarthy

Szarość. Popiół.  Beznadzieja. Świat bez słońca. Bez jutra.  A wśród tego wszystkiego wielka miłość ojca do syna.  To jedna z tych historii, których nigdy nie zapomnę.

Recenzja: „Drzewa” Aya Kōda – dlaczego to książka, którą czyta się sercem?

Czasami mam wrażenie, że świat wokół mnie przyspiesza z każdym dniem. Wszystko musi być „tu i teraz”, wszystko ma swoje deadline’y, powiadomienia, czerwone kropki na ekranie. A przecież w głębi serca tęsknimy za chwilą spokoju. Za ciszą, która nie onieśmiela, tylko koi. Właśnie dlatego sięgnęłam po Drzewa Ayi Kōdy. Bo wyczułam w nich obietnicę innego tempa - tego, w którym naprawdę da się oddychać. Są książki, które płyną powoli, jak rzeka w letnie popołudnie i w tym tkwi ich siła. Drzewa  nie opowiadają historii, która porywa i trzyma w napięciu. To opowieść, która otula ciszą, uczy oddychać i słuchać szeptu świata. Zamiast gonić za fabułą, zatrzymujemy się przy każdym słowie, jakbyśmy stawali w cieniu starego drzewa, które pamięta więcej niż my sami. W świecie pełnym hałasu i chaosu, w którym każda chwila musi być produktywna, Kōda przynosi coś, co jest dziś prawdziwym luksusem: przestrzeń na myśl. Jej eseje są jak spacer w lesie o poranku. Z rosą pod stopami, chłodnym powietrze...